Michaś nie rzuca się w oczy. Raczej trwa. Jest jak ktoś, kto wchodzi do pokoju cicho, ale gdy już usiądzie, wiadomo, że zostanie do końca. Zdyscyplinowany, uporządkowany, konsekwentny – robi swoje bez potrzeby nadmiaru słów. W szkolnej codzienności to uczeń „bezproblemowy”. A przecież właśnie tacy uczniowie najczęściej znikają z pola widzenia systemu.
Michaś mówi mało. Krótko. Oszczędnie. Każde zdanie zdaje się przechodzić wewnętrzną selekcję: czy warto je wypowiedzieć. Gdy już się odzywa, widać uważność i własny sposób rozumienia świata. „Niemożliwe, że każdy ma inne zainteresowania. Nie ma tylu zainteresowań, żeby wszyscy mieli różne.” To zdanie nie brzmi jak szkolna odpowiedź. To próba uporządkowania rzeczywistości według zasad, które dla niego mają sens.
Najlepiej funkcjonuje w warunkach przewidywalności. Gdy zna cel, sens działania i jasne kryterium sukcesu. Nie potrzebuje motywacyjnych haseł ani „atrakcyjnych form”. Potrzebuje logiki. Jeśli czynność nie prowadzi do efektu – jest bezcelowa. Jeśli prowadzi do egzaminu – można ją ćwiczyć konsekwentnie, dzień po dniu. Edukacja włączająca w jego przypadku zadziałała dokładnie tak, jak powinna.
Dzięki pracy nauczycieli, zajęciom rewalidacyjnym, współpracy szkoły z rodzicami i ogromnemu wysiłkowi samego ucznia, Michaś przeszedł drogę od dziecka impulsywnego, lękowego, postrzegającego otoczenie jako wrogie, do ucznia spokojnego, uśmiechniętego, z poczuciem bezpieczeństwa i realnymi osiągnięciami. To jest sukces szkoły. Sukces systemu. Sukces edukacji włączającej.
I właśnie w tym momencie system mówi: dalej radź sobie sam.
W czerwcu Michaś kończy szkołę podstawową. I trafia w próżnię. Nie spełnia kryteriów szkoły branżowej specjalnej – jest zbyt samodzielny, zbyt funkcjonujący. Szkoła branżowa I stopnia w nurcie ogólnym wymaga sprawności fizycznej, odporności na tempo pracy i presję, których nie ma. Liceum ogólnokształcące oznacza przeciążenie poznawcze i emocjonalne. Technikum – wieloletnie funkcjonowanie w trybie, który już teraz go wyczerpuje.
MEN w swoich dokumentach mówi o ciągłości wsparcia, indywidualizacji i elastycznych ścieżkach edukacyjnych. W praktyce ta ciągłość kończy się wraz z ukończeniem szkoły podstawowej. System przejścia między edukacją włączającą a szkolnictwem ponadpodstawowym jest pozorny. Oparty na założeniu, że uczeń albo „da radę”, albo „się nie nadaje”.
Nie ma rozwiązań pośrednich.
Nie ma szkół branżowych o realnie zróżnicowanym tempie i zakresie pracy.
Nie ma modeli przejściowych, które pozwalałyby uczniom takim jak Michaś stopniowo wchodzić w dorosłość edukacyjną i zawodową.
Nie ma miejsca na ucznia „wystarczająco sprawnego, ale nadal wymagającego wsparcia”.
A przecież to właśnie ta grupa jest najbardziej narażona na wykluczenie wtórne – nie spektakularne, nie medialne, ale ciche. Zaczynające się od absencji, przeciążenia i rezygnacji. Od etykiety „leniwego”, „niezaangażowanego”, „nieprzystosowanego”, która pojawia się wtedy, gdy system przestaje rozumieć, że to nie uczeń jest problemem, tylko brak ścieżki.
Michaś jest jednym z wielu uczniów „pomiędzy”. Pomiędzy orzeczeniem a jego brakiem. Pomiędzy szkołą masową a specjalną. Pomiędzy potencjałem a realnymi możliwościami funkcjonowania. Edukacja włączająca zrobiła swoje. Teraz potrzebna jest włączająca kontynuacja – na poziomie decyzji MEN, organizacji szkolnictwa branżowego i realnych, a nie deklaratywnych, ścieżek przejścia.
Bo jeśli system potrafi pomóc uczniowi dojść tak daleko, ale nie potrafi zaproponować mu drogi dalej, to nie jest to porażka ucznia.
To jest luka systemowa.
